| 
Reklama
Reklama
Cytat na dzisiaj:

Moją podstawową zasadą jest to, by nie podejmować decyzji dlatego, że coś jest łatwe, nie podejmować ich dlatego, że coś jest tanie, nie podejmować ich dlatego, że coś jest popularne, ale podejmować je dlatego, że coś jest właściwe.

Theodore Hesburgh
AddThis Social Bookmark Button
Wpisany przez Zbigniew Kadłubek
Liczba Wyświetleń: 404
PDF Drukuj Email

FILOZOFIA INNOWACYJNOŚCI

FILOZOFIA INNOWACYJNOŚCI

(NA MARGINESIE KSIĄŻKI MICHELA HOUELLEBECQA PT. „PLATFORMA”)



[...] to nie rozpacz jest twórcza, lecz radość.

Fernando Savater: Proste pytania


Innowacyjność to raczej filozofia, pewna „sytuacja umysłu”, niż konkretne działanie bądź sam namysł. Innowacyjność to nie tylko pomysłowość, chytre dążenie, by mieć, by posiadać. Innowacyjności nie rozumiem także wyłącznie w kategoriach wdrażania technologii, które mają za zadanie prześcignąć inne technologie. Żałosne się wydaje traktowanie byle ulepszenia jako rozwiązania innowacyjnego. Innowacyjność to nastawienie do życia, dyspozycja, by życia nie traktować jako niezmienności, absolutnej zastałości, jedynej (zastanej) możliwości. Innowacyjności przypisałbym po pierwsze dystans – wielką i piękną sprawność życiową, a także radość twórczą – rzadką dzisiaj cnotę (nie ma większej cnoty od radości z tworzenia!). Innowacyjność byłaby – chyba wolno mi tak powiedzieć – czystym tworzywem mocy wyobraźni.

Proszę mnie źle nie zrozumieć, teraz opowiem o bardzo kontrowersyjnej książce. Opowiem o niej, gdyż polśniewa w niej myśl wyjątkowa, zgadzam się, jest też w niej sporo rzeczy banalnych. Chodzi o „Platformę” francuskiego pisarza, eseisty, poety Michela Houellebecqa. Pisarz – właściwe jego nazwisko brzmi Michel Thomas – pochodzi z byłej francuskiej kolonii na wyspie Reunion, która leży na Oceanie Indyjskim. Na tej egzotycznej wyspie mówi się po francusku i reuniońską odmianą kreolskiego (le créole réunionnais). Ale to teraz nie ma specjalnego znaczenia. Autor ten jest być może dobrze znany polskim czytelnikom za sprawą przynajmniej trzech książek: Cząstki elementarne”, „Poszerzenie pola walki” oraz „Możliwość wyspy”. „Cząstkom elementarnym” zawdzięcza swój wielki sukces. Rzecz została sfilmowana – film oglądałem i nie zrobił na mnie wrażenia. Ale chcemy się tutaj przyjrzeć „Platformie” – w dodatku w kontekście tego, co nazywam filozofią innowacyjności. Pisanie Houellebecqa – muszę to dodać – jest wysokiej próby filozofowaniem, rozliczaniem kultury zachodniej z jej nerwic. Jest to dość ostra krytyka warunków, jakie akceptujemy w pracy, polityce, w sferze wartości. Odsłanianie konsekwentne wielobarwnej bigoterii – to mocna strona twórczości Houellebecqa. „Nie lubię świata, w którym żyjemy”, często myślą bądź mówią te słowa postaci z prozy Houellebecqa. W „Platformie” mówi te słowa Valérie, dziewczyna, prawdziwa ukochana bohatera „Platformy”.

Właśnie. Bohater „Platformy”. Wyobraźmy sobie nieco zblazowanego faceta, który pracuje w ministerstwie kultury w Paryżu i nazywa się Michel Renault. Jego zblazowanie posiada pewien wdzięk. Nie zgodziłbym się z opinią, iż ów Renault jest człowiekiem pustym i odpychającym. Mnie on nie odpycha, choć sam nie życzyłbym sobie dla siebie takiej egzystencji urzędnika paryskiego, który wcale nieźle zarabia i wcale interesującą ma pracę. Jest raczej nasz bohater człowiekiem żyjącym w katastrofalnym nadmiarze. A przecież wszyscy jesteśmy osobnikami związanymi w nadmiarem – cały XXI wiek będzie wiekiem nadmiaru, bo wszystkiego jest skrajnie za dużo (bądź skrajnie za mało, ale to się bierze z tej pierwszej przyczyny, z tej pierwszej sytuacji nadmiaru). Renault istotnie wiedzie monotonne życie. Lubi seks i telewizję – to prawda, lecz lubi je z powodu samotności i poczucia przesytu. Któż zresztą z wielkiej rzeszy urzędników europejskich, tych całych legionów wyprasowanych i dość przecież eleganckich i wykształconych ludzi nie lubi seksu oraz telewizji? To ta dość banalna strona powieści Houellebecqa. Idźmy dalej. Bohater dziedziczy pewną kwotę po ojcu, którą postanawia – przynajmniej częściowo – przepuścić podczas egzotycznej wycieczki. Wycieczka do tajskiego tropiku jest dość nudna. Nudni nadmiernie są jej uczestnicy. Tak jak mogą być nudne tego typu wycieczki (w których na pierwszy plan nudy wypada przenieść odstręczającą wręcz niewrażliwość i brak wyobraźni; wyobraźnia przestaje pracować, gdy się przegląda katalogi biur podróży). Nuda w całym majestacie nadmiaru. Jedyną atrakcją – wolałbym napisać – jedynym oryginalnym akcentem podczas tej wyprawy jest masaż Tajki, przyjemna erotyczna tajska „usługa”. Jest inna jeszcze dobra strona podróży do Tajlandii: podczas tej eskapady bohater poznaje wspomnianą już Valérie. Dziewczyna inteligentna, dobrze zarabiająca w przemyśle turystycznym, seksowna, ciepła – taka jest ta Valérie. Podczas trwania wycieczki Michel i Valérie nie zbliżają się do siebie. Dopiero później – w Paryżu, po powrocie.

Bardzo dobrą parę tworzą Michel i Valérie. Cieszą się sobą, udanym seksem. Michel przeprowadza się do Valérie. Niedługo Valérie dostaje propozycję jeszcze lepiej płatnej pracy: ma budować coś w rodzaju imperium turystyczno-rozrywkowego na bazie upadającej firmy z siecią hoteli. No, i mógłbym opowiadać dalej tę książkę, ale moja rola jest inna. Michel, który przygląda się pracy zarządzających przemysłem turystycznym, w towarzystwie Valérie czasem pozwala sobie wygłosić swe zapatrywania na tę branżę. Miedzy innymi zwraca uwagę, iż istnieje silne organiczne powiązanie pomiędzy turystyką i płatnym seksem, iż żyjący w nadmiarze Europejczycy są spragnieni pieszczot i uciech cielesnych, które są w Europie już niemal w sposób spontaniczny i beztroski niedostępne. Słowem: na Kubę albo do tajskich tropików nie jedziemy dla plaży, słońca, menu, lecz z powodu dostępności pięknych ciał oraz radośniejszego seksu. Uwagi Houellebecqa z tej części książki zasługiwałyby komentarz i na solidne rozważanie – to w istocie poważne sprawy naszej kultury. Ale to znowu nie ta strona nas interesuje.

Nas interesuje ten błysk, owo odnalezienie powiązania pomiędzy pewnym doświadczeniem nabytym podczas podróży i koniecznością stworzenia wizji dla firmy. Oczywiście, nie zachęcam do tworzenia biur turystycznych, które głównie zajmowałyby się „seksturystyką”, stręczycielstwem globtroterskim i transportem otyłych Belgów na wyspy pełne wysmukłych palm i nie mniej wysmukłych i śniadych ciał pięknych wyspiarek. Nie o to chodzi. To tylko powieściowy motyw. To tylko „paliwo” tej dość ciekawej jednak prozy. Zresztą wszyscy kończą źle w tej książce. (Gorąco jednak zachęcam do przeczytania tej pozycji!)

Pomysł, by powiązać biznes z pewnymi odczuciami, doświadczeniem, zapachami, doznaniami. By nowatorsko, balansując na granicy dobrego smaku i ciężkiej porażki, zaproponować całkiem nową rzecz. Oto pewien rys filozofii innowacyjności. Jest tutaj bez wątpienia przekroczenie pewnej granicy. Innowacyjność jednak powinna łączyć się z przekraczaniem, z totalnością ryzyka. Innowacyjność jest śmiałym pójściem naprzód – w książce francuskiego pisarza jest to zorganizowanie firmy seksturystycznej. Potraktujmy jednak tę ksiązkową seksturystykę jak metaforę. Odważenie się na coś, o czym się nie śniło nikomu (z powodu tradycji, etyki, braku wyobraźni, przyzwyczajeń etc.). Albo inaczej: coś, co może gdzieś marginesowo istnieje, lecz nikt z tego nie zrobił celu samego w sobie.

Innowacyjność byłaby przeto swego rodzaju mądrością 9łącznym potraktowaniem teorii i praktyki): pionierskim upraktycznieniem pewnych obserwacji i kreatywnym rozwinięciem możliwości z nią związanych. Innowacyjność jawi się w związku z tym jako absolutna awangarda twórczości.

Współpracujemy z: