| 
Reklama
Reklama
Cytat na dzisiaj:

Myślę, że jest wiele piękna w posiadaniu problemów. To jeden ze sposobów uczenia się.

Herbie Hancock
AddThis Social Bookmark Button
Wpisany przez Magdalena Bajorowicz
Liczba Wyświetleń: 264
PDF Drukuj Email

PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ (JAKO) ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Zbigniew Kadłubek


Gerosan jako ambrozja […].

Peter Esterházy: Niesztuka


Projekty tego typu, jak ten nasz – „Akademik – młody przedsiębiorca. Bo wiedza to największy kapitał” – są wprawdzie bardzo pragmatyczne i pragmatycznie planowane i z czystego pragmatyzmu finansowane, ale nie da się ich sprowadzić wyłącznie do tego, co zwiemy pragma, czyli czyn i działanie wymierne. A zatem twierdzę, że w swej istocie są one głęboko niepragmatyczne, mało przydatne doraźnie – taki oto paradoks. Jeśli tylko wyglądają na pragmatyczne, a są teoretyczne, psychologiczne, rozwojowe w sferze ducha, a nie w materii w swej najgłębszej naturze – to zostały wymyślone przez mądrych ludzi autentycznie troskających się o przyszłość Europy. Tak to rozumiem. Są to bowiem działania świadczące o ODPOWIEDZIALNOŚCI. I przedsiębiorczość nie jest tu czymś narzuconym i narzucanym, nie jest bynajmniej wmawianiem uniwersytetowi, że musi być nastawiony na biznes. Nie. Odpowiedzialnością jest kreowanie przedsiębiorczych postaw nawet wśród humanistów i adeptów „nieprzydatnych” kierunków studiów.

Przedsiębiorczość jest rozumiana jako wzięcie odpowiedzialności za siebie, za swe otoczenie, za świat, w którym się jest. Nie tylko założenie własnej firmy to walor – potrzebne, istotne wydaje się także rozwijanie pewnej odporności na mechanizmy świata kapitalistycznego. Nasz projekt miał przecież być czymś w rodzaju kapitalistycznego przedszkola dla pięknoduchów z humanistycznych wydziałów. Powiedzmy to otwarcie. Ale nie była to zawoalowana kampania na rzecz jakichś, czyichś interesów. Raczej akt wyciągnięcia ręki do tych, którzy chcą się sprawdzić w czymś innym, którzy chcą zmierzyć swoje siły z siłami rynku. Żaden podstęp – prędzej asekuracja i vademecum – oraz rozbudzanie ufności, pomysłowości, innowacyjności każdej barwy, wiedza o motywacji (tutaj np. cała seria artykułów na łamach tego naszego magazynu autorstwa dr Stanisławy Mielimąki). Od początku można było zauważyć, że nasz optymizm jest zwyczajnie zbyt wielki, a wiara w to, co robimy, zbyt żarliwa. Nie wolno jednak przeoczyć tego, że projekt z założenia miał stanowić REZERWUAR OPTYMIZMU. Optymizm sam w sobie był celem wpisanym implicytnie w założenia projektu. Warto mieć to na uwadze, gdy się rozmyśla o tym, co dał nam projekt.

Pamiętam – może wówczas naprawdę nadmierny – zapał i entuzjazm pierwszych faz trwania (czy też lepsze słowo: pracy) projektu. „Akademia, czyli firma” – to była pierwsza metafora albo – innymi słowy – pierwszy program i cel działań ludzi zaangażowanych w projekt. Przede wszystkim bowiem stawialiśmy na wszczęcie metamorfoz, ożywienie nowych wyobrażeń o funkcjonowaniu akademickości. Stawialiśmy na przemianę rozumienia funkcji uniwersytetu i ludzi z nim związanych. Nie wątpię, iż ta doza naiwności, która uruchamiała w nas energię, a wyzwania kazała traktować z największą nadzieją, była potrzebna i szlachetna. Ale nie mógłbym zaprzeczyć, że dzisiaj wiele spraw przedstawia się inaczej. Nie tylko dlatego, że zmienił się świat, lecz przede wszystkim z tego powodu, że udało się nam mocno przebudować własne wyobrażenia o możliwości sojuszy akademii i biznesu. Jestem przekonany, że jest to niewidoczny, lecz na pewno WYMIERNY aspekt pracy projektu: nie wszyscy staliśmy się biznesmanami, ale wszyscy staliśmy się reformatorami. Wszyscy zostaliśmy wrzuceni w orbitę spotkań ekonomiczno-akademickich – raz na zawsze, ten horyzont będzie nam już zawsze towarzyszył. Nie jest to jednak forma ugłaskiwania krytycznie myślących ludzi z wykształceniem uniwersyteckim jak ktoś podejrzliwy chciałby myśleć. Owszem, bezrobotni ludzi myślący krytycznie o rzeczywistości, którą zastali, stanowią zagrożenie dla panujących systemów i wartości. W tym dla gospodarki rynkowej. Obłaskawianie humanistów – wypierać się tego nie ma sensu – także miało w projekcie swą niszę, jeśli mogę się tak wyrazić. Chodziło jednak – np. podczas kursów i innych akcji promujących nasz temat – o perswazję. O to, by ludzi nieufnych przyciągnąć, pokazać im, że mogliby w świecie przedsiębiorczych i ruchliwych jednostek dobrze konkurować z wszystkimi; że mogą zacząć coś znaczyć, choć dotąd w siebie nie wierzyli.

Znaczące było przede wszystkim jedno: by nie podawać nikomu gerosanu jako ambrozji. Młodość i młodzieńczy ruch tchnąć miał nasz projekt – nawet w „starczą” podejrzliwość; mieliśmy na względzie starców w wieku lat np. dwudziestu trzech. Nie jestem gerontofobem, ale każda forma podejrzliwości zniechęca mnie do życia.

Jeszcze innym aspektem zadań projektu byłaby kwestia spółek spin-off. Transfer technologii to jednak dość odległa sprawa od dziedzin humanistycznych i społecznych. A przecież skupiliśmy się przede wszystkim na grupach o proweniencji humanistycznej w szerokim znaczeniu tego słowa. Jakkolwiek istnieje transfer pomysłów, transfer kreatywnych odniesień do rzeczywistości. Niewidoczny transfer, niematerialny transfer kreatywnych rozwiązań, które posiadają ogromną siłę oddziaływania, a nie da się ich sprzedać i upowszechnić tak samo, jak pewnych osiągnięć inżynieryjnych czy badań, analiz, ekspertyz dokonanych w laboratoriach. Ten aspekt przeto, choć wydaje się najmniej znaczący w naszym projekcie, należałoby traktować jako niezaprzeczalnie ważny i pożyteczny. Tutaj działa nieco odmienna logika od tej przyjętej przez klasyczne zawiadywanie projektami społecznymi. Efektem jest coś, czego doraźnie użyć się nie da.

Ważnym momentem projektu była publikacja zatytułowana „Universitas nova. Innowacyjny uniwersytet”. Działanie niby poboczne, pozornie tor marginalny, na pewno nie główny, ale nie może być mowy o przemianach, o nowych podejściu do kwestii przedsiębiorczości w horyzoncie akademickości, bez modułu refleksyjnego, badawczego, zaangażowanego w intelekt. W moim najbardziej prywatnym odczuciu książka ta będzie ożywiała myślenie o naszym projekcie jeszcze przez kilka lata. M.in. dlatego że w tego typu publikacji mogliśmy zrzucić gorset dyskursu doraźności i przeszliśmy na płaszczyznę rozważań ogólnych, tj. dalekosiężnych, drążących „materię” samej idei.

Jeśli uniwersytet – ten uniwersytet typu sokratejskiego, jak zwykliśmy mówić – ma na celu kształcenie i kształtowanie człowieka i człowieczeństwa, a nie tylko informowanie i dozowanie informacji, to projekt nasz był pomysłem i działaniem sokratejskim. Zmierzał bowiem do uświadomienia studentom, doktorantom, pracownikom naukowym, wykładowcom, że postawa przedsiębiorcza łączy się z odpowiedzialnością. Kto miałby być jeszcze dzisiaj za coś odpowiedzialny, jeśli nie akademicy? Komu wiele dano, od tego będzie się wiele wymagać.

Współpracujemy z: