| 
Reklama
Reklama
Cytat na dzisiaj:

Rób to, co robisz tak dobrze, by ludzie chcieli zobaczyć to ponownie i przyprowadzić swoich przyjaciół.

Walt Disney
AddThis Social Bookmark Button
Wpisany przez Jan Czempas
Liczba Wyświetleń: 370
PDF Drukuj Email

CZYM JEST DLA MNIE SUKCES

Ja miałbym być człowiekiem sukcesu? Może – lecz ograniczonego. Ma on wiele odmian. Bo też dotyczy różnych sfer życia: zawodowej, towarzyskiej, rodzinnej, społecznej, materialnej. Pojawia się w każdej z tych dziedzin w różnych okresach. Zatrzymam się tylko na niektórych.

Na sukces towarzyski nie czekałem zbyt długo – to ciekawość świata, ludzi i niezła znajomość kilku języków obcych była w tym szczególnie pomocna. Zamknięty dla wielu świat stał mi się przez to szybko otwarty. Brakowało jednak jeszcze wtedy sukcesu finansowego, więc korzystanie z możliwości, jakie dawały – 40-30 lat temu - wyjazdy było mocno ograniczone. Dzisiaj to brzmi niewiarygodnie: zaczynałem od licho opłacanej praktyki w Belgii z przydziałowymi, na wyjazd, pięcioma dolarami w kieszeni. Ale dobrzy ludzie są wszędzie więc udało się nieźle przeżyć. I zaoszczędzić. Potem, już jako asystent, na wakacyjnych fizycznych harówkach ze studentami na obozach pracy: Kijów, Warna, Merseburg, Sankt Petersburg, Moskwa.

 

Sukces zawodowy przyszedł jednak znacznie później – po rocznym stażu rządowym we Francji. Mimo że moja pracowitość była dla otoczenia od lat moim znakiem rozpoznawczym. Wcześniejsze wybory-decyzje rozwijały umysł, dodawały prestiżu, sprawiały przyjemność, lecz uwsteczniały, niestety, zawodowo.

 

Czym jest sukces? Bez wątpienia jest on zawsze SKUTKIEM. Czasem, jak w moim przypadku, dość długo oczekiwanym. Ale jego cena bywa wysoka – poprzedzało go wiele wysiłku, mnogość wyrzeczeń, oszczędność, rozwaga i przemyślane decyzje: „cokolwiek robisz, rób rozważnie i patrzaj końca”, mówili nie bez racji nasi przodkowie za poetą, zresztą za rzymskim poetą Owidiuszem (quidquid agis, prudenter agas et respice finem). Inni osiągnęli go szybciej – i mniejszym kosztem. Ale ja, na tej dłuższej drodze, też zyskiwałem – bo nigdy nie byłem bezczynny. Nuda!? Co to jest? Ważne, że stale wzbogacałem siebie – a tej dziecięco-młodzieńczej ciekawości świata i ludzi wcale mi z wiekiem nie ubywało. No i jeszcze: dopiszę nieskromnie, powoli stawałem się osobowością – dla dość licznych, w lokalnym wymiarze, nawet osobistością.

 

I tak oto nadszedł czas, gdy inni uznali, że tym przez lata gromadzonym zasobem wiedzy i doświadczenia powinienem podzielić się ze wspólnotą lokalną. Czyżby zatem kolejny rodzaj sukcesu? – sukcesu z dzielenia się. Chyba tak. Skąd to wiem? Z liczby uzyskiwanych głosów i oferowanych mi stanowisk samorządowych: burmistrza, starosty, przewodniczącego rady. Przez 11 lat byłem radnym gminnym, powiatowym, wojewódzkim. Zdobyte wtedy doświadczenie i spostrzeżenia jeszcze dzisiaj pomagają mi zrozumieć otaczającą rzeczywistość – tę najbliższą i tę odleglejszą. Bo mechanizm sprawowania władzy jest zawsze i wszędzie podobny. Jednakże nie chciałem być dłużej bezczynnym, z publicznych pieniędzy nieźle opłacanym, „dietetykiem”, niemym świadkiem ogłupiania i manipulowania tymi, którzy są naiwni, łatwowierni, koniunkturalni, bezmyślni i na dodatek zachowują się stadnie. Niestety, to był i dalej jest mój psychiczny dyskomfort: te choroby dotykają nawet najlepiej wykształconych. A wydawało by się, że zdobywane przez lata studiów wykształcenie sprawi, że ma się „odwagę myśleć”. Samodzielnie i krytycznie. Już dawno straciłem złudzenia. A oni, nieraz bogato utytułowani, cieszą się admiracją.

 

Bo samodzielności i krytycznego myślenia studia nie uczą. Dają jednak szansę zdobycia wiedzy, poznania nowych umiejętności – słowem zgromadzenia kapitału, który, dobrze zainwestowany przyniesie korzyści lub stworzy podstawy dla sukcesu – zawodowego, materialnego, rodzinnego. Powtórzę: studia tylko dają szansę. To, czy z tej szansy skorzystamy zależy od każdego z nas. Bo wykładowcy, dzieląc się z nami posiadaną wiedzą, są jak ewangeliczny siewca. Tak jak plon zależy od tego, na jaki grunt upadnie ziarno, tak ilość i jakość zdobywanej wiedzy zależy od chłonności umysłu biorcy – od stopnia jego, umysłu, użyźnienia i motywacji. Bo też dobrze wybrane studia – „cokolwiek robisz patrzaj końca” – stają się cennym zasobem i przepustką do innego świata. A zapełniony ocenami indeks i dyplom są materialnym świadectwem albo tego czasu zmarnotrawienia albo sensownego wykorzystania.

 

Moje sukcesy są zakorzenione także w tamtym okresie - studiowania. Nawet jeśli nie cała wtedy przekazywana wiedza okazała się od razu użyteczna, to dzisiaj nie mam wątpliwości, że wszystko, co było wykładane, MOŻE SIĘ KIEDYŚ PRZYDAĆ. A co?, komu? i kiedy? zależy od wybranej i przebytej drogi zawodowej: czasami długie lata trzeba czekać, by poznany właśnie na studiach fakt okazał się przydatny. Na szczęście nie byłem tym przemądrzalcem, który już na początku studiów wie wszystko najlepiej i z lekceważeniem stawia retoryczne pytanie: a po co mi to!? Na proste pytania odpowiedzi bywają najtrudniejsze. Dopiero życie weryfikuje, co z tego, co w szkole i na studiach poznawaliśmy, okaże się użyteczne.

 

Moje sukcesy – przypomnę te sfery: zawodowe, towarzyskie, rodzinne, społeczne, materialne mają jeszcze jedno oblicze: w dużej mierze są owocem pomocnej życzliwości innych. Tego nigdy nie kryłem: mój sukces ma wielu ojców i wiele matek. Kogo? Nie wymienię ich, ale mam ich w dobrej dozgonnej pamięci – czasami, w węższym gronie, przywołuję dziękczynnie ich dobroć. I czasem zadaję sobie przytomne pytanie: kim i gdzie bym był, gdyby kiedyś nie pojawili się blisko mnie.

Jaki więc wniosek? Hm. Może ten: za sukces swego życia powinienem uznać umiejętność pozyskiwania niewymuszonej przychylności innych.

Współpracujemy z:




Nasza kancelaria adwokacka Kraków na pewno Ci pomoże.

Kompleksowe organizowanie imprez firmowych i imprez integracyjnych.

Jakie są klasy energetyczne lodówek?

Nikt nie potrafił przygotować potrawy z królika tak jak mój dziadek

Skuteczny in post.