| 
Reklama
Autor: Agnieszka Piekorz
Liczba Wyświetleń: 432
PDF Drukuj Email

Żyj według scenariusza, który sam chciałbyś napisać

Jak długo już prowadzi Pan własną działalność? Jak wyglądały początki?

RP: Działalność rozpoczęliśmy w listopadzie 2005 roku. Tak więc wkrótce będą już cztery lata od założenia firmy. Początki nie wyglądały za ciekawie… Zaczynaliśmy w mieszkaniu mojego wspólnika. Nie ma co ukrywać, że żaden z nas nie miał zbyt dużego wkładu finansowego… Ale mieliśmy wiedzę.

Wiedzieliśmy mniej więcej jak zacząć, jak skusić do siebie klientów. Wszyscy wcześniej pracowaliśmy w różnych firmach. Ja, wraz z moimi dwoma wspólnikami, pracowałem w agencji marketingu w wyszukiwarkach. Wiedzieliśmy, na czym opiera się ten biznes. W ogóle, nazwa firmy jest dwuznaczna. „4 people”, czyli czterech ludzi, bądź dla ludzi. Firmę zakładaliśmy w Zabrzu, w mieszkaniu, ale praktycznie po pół roku udało nam się na tyle rozwinąć skrzydła, żeby przenieść się do Katowic i jesteśmy tutaj już od trzech lat. Takie były początki. Z tego listopada pamiętam, że to była okropna zima… Dojeżdżałem z Jastrzębia, czyli około 60 km. do Katowic PKS-em i z Katowic autobusem do Zabrza… Zatem podróż w jedną stronę komunikacją miejską zajmowała mi trzy godziny! Nie ukrywam, że przez pierwszych parę miesięcy ze względu na tę zimę, warunki w jakich pracowaliśmy, brak zamówień, pojawiało się zniechęcenie oraz myśli, że może lepiej wrócić na etat… Ale wszystko zmieniło się, gdy udało nam się zdobyć pierwszego klienta. Każdy nabrał takiego wiatru w żagle i to spowodowało, że zaczęliśmy działać, że odnaleźliśmy motywację. Tak to się potoczyło. Firma ma już cztery lata, kryzysu nie odczuliśmy, więc jest ok.

Na Państwa stronie internetowej znalazłam nawiązanie do „Stowarzyszenia umarłych poetów” - świat wygląda zupełnie inaczej, jeżeli spojrzymy na niego w odpowiedni sposób. Czy to jest hasło przewodnie firmy?

RP: Tak, to jest hasło przewodnie firmy. My, jako firma, staramy się kreować pewną rzeczywistość. Często klienci chcą zareklamować przez naszą firmę produkt, ale nie do końca wiedzą jak to zrobić, ani w jakie słowa ubrać produkt, by on się sprzedawał. My staramy się im pomagać, tworzyć rzeczywistość, by klienci sami chcieli kupić swój produkt. Akurat w naszej branży reklama jest mało inwazyjna. Wszyscy jesteśmy zalewani reklamą w telewizji, prasie, radiu. Występuje tzw. zjawisko „ślepoty reklamowej”. Polega to na tym, że reklam jest już tyle, że właściwie nie zwracamy już na nie uwagi. To odróżnia reklamę w wyszukiwarkach, bo w branży reklamy wyszukiwarkowej chodzi o to, że gdy klient czegoś szuka, to wtedy ukazuje mu się odpowiednia reklama.

Jak odkryć w siebie przedsiębiorcę?

RP: Trudno ubrać to w słowa… Po sobie zauważyłem, że będąc w szkole średniej strasznie kombinowałem. Jakoś tamta rzeczywistość nie za bardzo mi odpowiadała. Większość moich kolegów myślała, żeby skończyć szkołę, iść na studia i potem złapać jakąś pracę i pracować na etacie. Ja próbowałem trochę inaczej do tego tematu podchodzić. Książka, która wywarła na mnie olbrzymi wpływ to „Droga do finansowej wolności - pierwszego miliona nie musisz kraść” Bodo Schaefera. W pewnym sensie to ona zmotywowała mnie do tego, by robić coś więcej. Pomysł na biznes zrodził się na studiach. Poznałem trochę osób, studia rozwinęły we mnie świadomość tego, że można iść w innym kierunku niż praca na etacie. Co ciekawe, w moim przypadku było tak, że poszedłem na zupełnie niewłaściwe studia – europeistykę. Tam miałem mnóstwo przedmiotów związanych z prawem… Nigdy nie potrafiłem zapamiętać ustaw i na tych studiach zacząłem uczęszczać na zajęcia związane z mediami i reklamą. I w pewnym momencie poczułem w sobie przedsiębiorcę. Zrozumiałem, że nie mogę pracować na etacie, gdyż bariery, które często narzuca pracodawca są zbyt duże. Wtedy zacząłem myśleć o swoim biznesie, pomimo tego, że w trakcie studiów miałem dobrą pracę.

Wspomniał Pan już trochę o wykształceniu. Czy nadal Pan studiuje? Czy wiedza, którą Pan zdobywa przydaje się w pracy?

RP: Jak już wcześniej mówiłem, studiowałem europeistykę i te studia sprawiły, że zacząłem patrzeć w innym kierunku. Nie zawsze trafi się na właściwy kierunek studiów. Proszę zauważyć… Większość myśli: „Jakie studia wybrać, by potem mieć dobrą pracę?”. Akurat we mnie studia wzbudziły pociąg do zupełnie innej branży. W chwili obecnej studiuję biznes elektroniczny – coś, co jest związane z tym, czym się zajmuję. Już teraz czuję, że chodząc na te studia rozwijam w sobie coś, co jest moim powołaniem. Dają mi wiedzę, żeby ten biznes rozwijać.

Sukces to dla mnie…

RP: … realizacja marzeń. Może posłużę się cytatem „Żyj według scenariusza, który sam chciałbyś napisać.” Jest to powiedzenie, które zawsze mnie motywuje. Nie chodzi tutaj tylko o sukces związany z finansami, bo według mnie sukces finansowy jest wypadkową sukcesu osobistego. Jeżeli wiemy, co chcemy robić, to ten sukces pojawi się na wielu płaszczyznach.

Czy wyżej przytoczony cytat to Pana motto życiowe?

RP: Tak, można tak powiedzieć. To jest cytat, który zasłyszałem gdzieś w szkole średniej i nawet swego czasu chciałem go sobie wytatuować w obcym języku na ręce (śmiech). To były takie młodzieńcze marzenia. I myślę, że mogę powiedzieć, że jest to moje motto życiowe, bo do tej pory udaje mi się realizować to, co chciałem i żyję według własnego scenariusza.

 

 

Robert Polak – współwłaściciel agencji interaktywnej „4 people”, którą stworzył w wieku 22 lat. Dziś zatrudnia około 30 osób. W życiu ceni sobie ciągły rozwój, dlatego też kończy studia na specjalizacji e-biznes na wydziale zarządzania Akademii Ekonomicznej.


 


Wspierają nas: