| 
Wpisany przez Agnieszka Piekorz
Liczba Wyświetleń: 322
PDF Drukuj Email

Wreszcie to ja podejmuję wszystkie decyzje!

Magdalena Jaworska – z wykształcenia pracownik administracyjno - biurowy. Obecnie studentka fizykoterapii. Właścicielka sklepu odzieżowego.

Studiujesz, wyszłaś za mąż i rozpoczęłaś własną działalność. Jak sobie radzisz?

Magdalena Jaworska: Radzę sobie bardzo dobrze. Są to wszystko nowe doświadczenia, nowe wyzwania, którym po prostu trzeba sprostać. Tak naprawdę, to nie jest nic trudnego pogodzić bycie żoną, ze swoim sklepem oraz ze studiami. Tym bardziej, że studiuję zaocznie i to mi nie koliduje z pracą. Wiadomo, na początku to wszystko mnie przerażało, ale gdy ułożyłam sobie w głowie swoisty plan działania, było coraz łatwiej. Poza tym, na razie nie mamy dzieci i to też ułatwia sprawę.

Na samym początku oczywiście najtrudniejsze było załatwianie papierków, spraw urzędowych. To trochę trwało. Mam jednak świadomość, że ta biurokracja była potrzebna, gdyż słyszałam, że sprawa z dotacjami unijnymi jest bardzo skomplikowana. Mi się udało dostać pieniążki z Unii, które oczywiście bardzo pomogły w ruszeniu ze sklepem. Szkoda tylko, że te pieniążki nie mogły sfinansować remontu, ale jakoś sobie poradziliśmy. W ogóle, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym, że Unia aż tak pomaga. To w sposób znaczący ułatwia start młodym ludziom i warto o tym wsparciu mówić, żeby wszyscy mieli świadomość, że coś takiego naprawdę istnieje. W moim sklepie pojawia się coraz więcej klientów. Póki co, za sprawą marketingu szeptanego, który w mojej branży jest chyba najważniejszy i sprawdza się. Sąsiadka poleca sąsiadce, ta kolejnej i jakoś „się kręci”. Oczywiście mam świadomość tego, że powinnam także bardziej się zareklamować, zbieram się do tego, a nawet mam już wydrukowane ulotki, ale jakoś tak trudno z realizacją tego ambitnego planu. Sama nie wiem czemu… Warto podkreślić, że specyfiką sklepu jest to, że jest on znany mieszkańcom danego osiedla, ale dalej już niestety nikt nie wie o jego istnieniu. Jak tak teraz myślę, to może dzięki rozmowie z Tobą zmobilizuję się w najbliższym czasie do rozprowadzenia tych ulotek (śmiech).  

 Czy wcześniej pracowałaś na etacie?

MJ: Tak, pracowałam na etacie również w branży odzieżowej, w jednej ze znanych firm odzieżowych. Pracowałam jako dekorator, no i poznałam specyfikę tego biznesu. Wtedy zdałam sobie sprawę, że każdy biznes rządzi się swoimi prawami, a skoro odzieżowy już poznałam, może warto w niego zainwestować. Zresztą, od zawsze gdzieś we mnie siedziało pragnienie prowadzenia własnego biznesu. No i udało się. Teraz jestem Panią samą dla siebie (śmiech).

 Jak to jest, być „Panią samą dla siebie” ?

MJ: Wreszcie to ja podejmuję wszystkie decyzje! Nikt nie próbuje narzucić mi swojej woli. To jest niezwykły komfort i zdecydowana przewaga własnego biznesu. Teraz mogę wyjść w każdej chwili z pracy, gdy np. potrzebuję załatwić coś na uczeleni, w urzędzie. Kiedy pracuje się na etacie, jest się uzależnionym od kierownika i wtedy ciężko o jakąś swobodę działania. Póki co, kierowanie swoją firmą bardzo mnie mobilizuje. Prowadzenie sklepu to wiele obowiązków, zamówień, terminów, o których muszę pamiętać, do których muszę się „przyłożyć”, bo od tego zależy moja pensja. Zresztą proste rozumowanie... Gdy pracujesz dla siebie bardziej się przykładasz, bo nie myślisz: „tak, ja tyram a szef zarabia mnóstwo forsy”. Teraz „tyram” tylko dla siebie (śmiech).

 Jak odkryłaś w sobie przedsiębiorcę?

MJ: Dobre pytanie (śmiech). Rozbawiło mnie trochę, gdyż jest naprawdę trudne, ale i proste jednocześnie. Niby wiem, dlaczego mam swoją firmę, ale nie było to żadne wielkie odkrycie. Tak jakoś wyszło… Może trochę poszłam w ślady siostry męża, która ma w Warszawie bardzo dobrze prosperującą agencję reklamową. Pomyślałam, że skoro jej się udało, to może warto spróbować…

 Co daje Ci prowadzenie własnego sklepu?

MJ:  Przede wszystkim satysfakcję, która sprawia, że naprawdę warto to robić. Fajnie brzmi stwierdzenie: „Mam swój sklep”. To jest też taka satysfakcja wewnętrzna, że powoli udaje mi coś większego w życiu osiągać. Małymi krokami idę wciąż do przodu i realizuję wyznaczone cele. Bo chyba o to chodzi w życiu – trzeba walczyć i podążać za marzeniami. Moim wielkim marzeniem był ten mały sklepik. Ktoś mógłby powiedzieć: „Też mi coś! Taki sklepik! Nic szczególnego”. Dla mnie jest to niezwykła rzecz, gdyż podjęłam wyzwanie, ryzyko i na razie okazuje się, że było warto. To niesamowicie cieszy i dodaje sił. No i oczywiście, bycie właścicielem sklepu daje mi taką bardzo przyziemną rzecz, a mianowicie pieniążki. Oczywiście początki były trudne, niekiedy nawet musieliśmy dokładać, ale z tego co obserwuję, jest tendencja wzrostowa, więc czego chcieć więcej?

 Czy wsparcie bliskich pomogło Ci w biznesie?

MJ: Oczywiście! Zawsze mogłam liczyć na męża, który w miarę możliwości pomagał jak tylko mógł. Nikt nigdy mnie nie zniechęcał, co chyba też jest niezwykle ważnym aspektem podczas takich decyzji. Co prawda, ja wiedziałam, że chcę otworzyć ten sklep, ale myślę, że gdyby bliscy namawiali mnie do pracy dla kogoś, mogłabym za którymś razem ugiąć się, a to chyba nie o to chodzi. Cieszy mnie fakt, że otaczją mnie nie tylko życzliwi i ludzie, ale przede wszystkim tacy, którzy wspierają w sumie każdą moją decyzję. To bardzo pomaga.

 Jakie masz plany na przyszłość?

MJ: Na pewno rozwój, chociaż mam świadomość, że jest to wielkie słowo, a ja póki co mam malutki sklepik. Oczywiście chciałabym za jakiś czas otworzyć co zdecydowanie większego i być wtedy właścicielką dwóch sklepów, ale do tego jeszcze daleka droga. Na razie muszę się sprawdzić jako szef jednego sklepu. Póki co, nieźle mi to wychodzi, ale możliwe, że gdy dojdą kolejne obowiązki, nie będę już tak pewnie stała na nogach… No,ale o tym nie myślę, gdyż nie wolno martwić się na zapas. Wolę myśleć optymistycznie, bo może to będzie siła sprawcza (śmiech).  Kto wie… Może jeżeli interes się rozkręci, otworzę nawet kilka wielkich sklepów… Niekiedy trzeba pomarzyć (śmiech).

 

   

      

Wspierają nas: