| 
Wpisany przez Agnieszka Piekorz
Liczba Wyświetleń: 268
PDF Drukuj Email

Trzeba zerwać kotwicę i popłynąć z wiatrem

Marcin Wroński - absolwent Uniwersytetu Śląskiego, socjolog, właściciel firmy MEDIANA - wydawcy tygodnika ŻYCIE Siemianowic.

Kiedy rozpocząłeś własną działalność i jak wyglądały początki?

Marcin Wroński: Początki były skromne. Był rok 2006, na początku firma wydawała miesięcznik. Nie wymagał on codziennej aktywności. Praca we własnej firmie była wtedy dla mnie czymś dodatkowym, poza pracą na etacie. Z biegiem czasu te proporcje się zmieniły. Na chwilę obecną wydajemy: „Życie Siemianowic” - tygodnik o nakładzie 17 tyś. egzemplarzy oraz jego mutację, która ukazuje się w Piekarach, Bytomiu i Radzionkowie, w nakładzie 14 tyś. egzemplarzy. W sumie jest to 31 tyś egzemplarzy co tydzień. Do tego mamy miesięcznik w Świętochłowicach wydawany w nakładzie 12 tyś. egzemplarzy. Wszystkie  gazety są bezpłatne. Pomagamy także w wydawaniu miesięczników „Życie Dąbrowy Górniczej” i „Życie Sosnowca”.

Wykonujemy także inne zlecenia np. na tworzenie stron internetowych. Przy tej okazji chciałbym pochwalić się naszą stroną, która zdobyła 11-te miejsce wśród witryn tygodników lokalnych w rankingu branżowego miesięcznika PRESS. Można powiedzieć, że działalność gazetowa obrastała przez te lata również działaniami pokrewnymi. Pojawiła się działalność reklamowa, marketingowa, tworzenie grafiki i studio fotograficzne. Oczywiście gazeta to także imprezy, nad którymi obejmujemy patronat albo które sami organizujemy. W tym roku będą to np. „Wybory Miss Śląska”.

Ile czasu zajęło Ci przejście od pomysłu na firmę do jego realizacji?

MW: Przełomowym był koniec roku 2007, kiedy zapadła decyzja żeby spróbować robić tygodnik. Był to dość ryzykowny pomysł… Nigdy w naszym mieście nie było tygodnika bezpłatnego o tak wysokim nakładzie. Dużo osób, które pytałem o opinie podchodziło do tego pomysłu sceptycznie… Teraz mamy rok 2010, można więc powiedzieć, że się udało. Okazało się, że nasza gazeta została pozytywnie przyjęta i nadal tak jest przyjmowana.

Mówisz, że to było ryzykowne… Wtedy zapewne pojawiły się chwile wątpliwości… Jak sobie z nimi radziłeś? Co było najtrudniejsze?

MW: Przede wszystkim trzeba było zrezygnować z pracy etatowej, gdyż tygodnik wymagał ode mnie pełnego zaangażowania. To było pierwsze ryzyko – zerwanie się z kotwicy i pójście z wiatrem. Praca nad tygodnikiem jest pracą ciągłą. Trzeba cały czas trzymać rękę na pulsie, co tydzień musi się w końcu ukazać kolejny numer. Tygodnik daje jednak większe możliwości niż np. miesięcznik – zarówno w obszarze informacji, jak i reklamy.

Czy skoro masz tyle pracy, czy prawą jest stwierdzenie, że przedsiębiorca pracuje 24h/ dobę?

MW: Może nie 24 godziny, ale rzeczywiście trudno znaleźć granicę, gdzie praca się kończy a zaczyna coś innego. Zawsze trzeba myśleć o różnych problemach, z którymi człowiek się zmaga. Niekiedy trzeba w nocy usiąść i zrobić stronę gazety, przeredagować coś na szybko… Tak więc rzeczywiście, praca nie zamyka się w 8 godzinach. Jest to pewne obciążenie.

Jakich wskazówek udzieliłbyś młodemu człowiekowi, który stoi przed wyborem: otwierać firmę czy nie?

MW: To zależy od charakteru danej osoby, ale generalnie radziłbym otwierać. Teraz jest wiele możliwości. Można uzyskać znaczące środki na otwarcie własnej firmy. Kiedyś tego nie było i wtedy przedsiębiorcy mieli zdecydowanie trudniej. Teraz jest łatwiej i należy z tego korzystać.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

MW: Dalej będziemy kontynuować ideę wydawania czasopism bezpłatnych. Internet sprawia, że rynek tytułów płatnych, dzienników, tygodników, kurczy się. Myślę o kolejnych miastach, przede wszystkim Katowicach i Chorzowie – to by były zadania, które w miarę realnie rysują się na horyzoncie. Odnośnie tych miast istnieje już wstępny projekt, potrzebne są jednak jeszcze środki i „moce przerobowe”. Nie chcę robić wszystkiego „na hura” ale jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to jest to kwestia kilku miesięcy. Jeżeli dalej miałbym puścić wodzę fantazji, to chciałbym aby moje gazety ukazywały się także w innych miastach - najlepiej w całej metropolii.

 

Wspierają nas: