Świat biznesu jest bardzo fajny, ale pod warunkiem, że ja ustalam zasady
Monika Czapla – właścicielka firmy „Inspiracje Mocy”
Kiedy rozpoczęła Pani własną działalność i jak wyglądały początki?
Monika Czapla: Działalność rozpoczęłam dokładnie 3. sierpnia 2009 roku. Zajmuję się organizacją warsztatów rozwoju osobistego. Mam kilka „nóg”, na których opiera się moja działalność. Z jednej strony jestem organizatorką, z drugiej – prowadzę część warsztatów, ale też masuję (masaż klasyczny, masaż lomi lomi nui, masaż prana, masaż holistyczny).
Jest wiele rzeczy, które mogę robić. Byłam przedstawicielką handlową, gdyż jestem w stanie sprzedać wszystko, ale nie lubię tego robić i co najważniejsze, nie lubię „wciskać” towaru, którego sama bym nie kupiła. Umiem pozycjonować strony, jest to praca dobrze płatna, ale zajmuje dużo czasu. Potrafię także pisać projekty unijne, prowadzę szkolenia z równości płci w Unii Europejskiej… Poza tym, jestem doradczynią rozwoju osobistego i kariery. Z nietypowych rzeczy, zajmuję się też filcowaniem i robieniem biżuterii… Dzięki temu zawsze mam pieniądze, gdyż sprawdzam na co jest zapotrzebowanie. Wiadomo, że pierwszy miesiąc nie był zbyt ciekawy, gdyż było dużo kosztów, nakładu, a nie byłam rozpoznawana na rynku. Organizowałam Progesteron, więc grono około 3 tysięcy osób kojarzyło mnie, ale z imienia i nazwiska, natomiast nazwa mojej firmy nic im nie mówiła. To wymagało trochę pracy, czasu i zaangażowania. Ta stratega się sprawdziła. Marketing szeptany okazał się tutaj bardzo pomocny. Firma ma ponad pół roku i już na koniec roku muszę zapłacić podatek, więc nie jest źle (śmiech)
Czy Pani, jako kobiecie było trudniej odnaleźć się na rynku?
MCZ: Nie wiem, jak to jest z innymi kobietami. Ja jestem feministką i moi marzeniem jest, żeby kobiety wspierały inne kobiety. Mężczyźni siebie wspierają, to jest powszechne. Mnie na szczęście udało się spotkać wspaniałe kobiety, które się wspierają. Kobieta ma pewne role społeczno-kulturowe: role matki, żony, córki, pracownicy. Jeżeli kobieta jest świadoma tego, co jest „jej”, a co narzucone przez wychowanie, internalizację, to wtedy może dokonać wyboru. Ja zrozumiałam, że odnajdę się w „moich rolach” tylko wtedy, gdy będę prowadziła własną działalność gospodarczą. Jestem matką z wyboru, która chce być obecna w życiu swojego dziecka. Kiedy mam własną działalność mogę to wszystko pogodzić, natomiast jak pracowałam w firmach, było to nie do pogodzenia. Wiem, że świat biznesu jest bardzo fajny, ale pod warunkiem, że ja ustalam zasady (śmiech). Kiedy brałam udział w „wyścigu szczurów”, to się z tym źle czułam. Nie lubiłam rywalizować z przedstawicielami firmy, w której pracowałam, gdyż preferuję pracę zespołową. Uważam, że każdy powinien działać dla dobra firmy, a nie tylko pracować na swoją prowizję. Trudne były też rozmowy kwalifikacyjne, zdarzało mi się zmieniać pracę, i pytania, które padły, choć nie powinno ich być, są niezgodne z obowiązującym prawem, „ile mam dzieci? czy zamierzam mieć następne?” Mężczyzn o to nie pytają na rozmowach kwalifikacyjnych.
Po Pani odpowiedziach wnioskuję, że jest Pani osobą z pasją życiową… Czy uważa Pani, że pasja może ułatwić pracę? Co zrobić w sytuacji, gdy z pasji nie jesteśmy w stanie się utrzymać? Może wtedy lepiej ulec modzie i studiować np. zarządzanie…
MCZ: Owszem, jestem kobietą z pasją. Z mojej perspektywy, najpierw moja pasja, a potem zastanawiam się, jak można na tym zarobić pieniądze. Kocham prowadzić warsztaty, lubię w innych uczestniczyć. Moją pasją są aktywne metody nauczania, gdyż dzięki nim, jestem w stanie w ciągu kilku godzin wiele rzeczy się nauczyć, zrozumieć, przećwiczyć, przetrenować. Tego nie da mi tylko czytanie książek, chociaż czytać też bardzo lubię ani tradycyjne metody nauczania. Jeżeli już się odnajdzie swoją pasję, trzeba poszukać niszy na rynku. Mam koleżankę, która skończyła prawo, ale zajmuje się tańcem brzucha i ona dzięki temu dobrze zarabia i robi to, co kocha. Najważniejsze jest to, żeby wstawać z radością, bo zaraz pójdzie się do pracy i będzie się robiło to, co się kocha. Natomiast, jeśli ktoś wstaje rano i narzeka, że musi iść do pracy, to jest to tragedia. Taka postawa odbiera siłę napędową do życia, a do tego nie można dopuścić. Wiadomo, są sytuacje, kiedy są dzieci, kredyt i trzeba chodzić do tej niezbyt lubianej pracy, ale wtedy warto znaleźć dziennie chociaż godzinkę na swoją pasję i starać się na tym dodatkowo zarobić, bo może kiedyś to właśnie tylko ta pasja stanie się źródłem utrzymania… Warto spróbować. Takie podejście jest bezpieczne, ale prócz tego daje ogromną szansę na sukces.
Jakich rad udzieliłaby Pani młodemu człowiekowi, który zastanawia się nad tym, gdzie jest jego miejsce na rynku pracy?
MCZ: Jeżeli wie, co jest jego pasją, niech za nią podąża, a jeżeli nie wie, to niech próbuje różnych rzeczy. Ważne jest to, żeby po prostu sprawdzić się w danym zawodzie. Jeśli ktoś myśli, że mógłby pracować w banku, niech spróbuje. Jeśli nie ma możliwości etatu, niech idzie na praktyki, żeby zorientować się, czy naprawdę bycie kasjerem to jego powołanie. Ja też zaczynałam od bezpłatnej pracy. Byłam wolontariuszką i sprawdziłam, jak to funkcjonuje od tej drugiej strony. Każdy musi odnaleźć się w danej pracy i zadać sobie proste pytanie: Czy aby na pewno chcę to robić przez całe życie? Jeżeli odpowiedź jest pozytywna – próbować, jeśli pojawią się wątpliwości, jest to sygnał, by jeszcze raz przemyśleć sprawę lub spróbować czegoś innego. Ludzie pięknie się od siebie różnią. Każdy jest inny.
Jakie są Pani plany na przyszłość?
MCZ: Chcę mieć swój ośrodek w pięknym, ekologicznym miejscu. W Polsce jeszcze kilka takich ekologicznych miejsc na szczęście ocalało. Będzie to ekologiczne Spa dla ciała, duszy i umysłu. Chciałabym, żeby każdy mógł przyjechać do takiego miejsca i naładować sobie akumulatory. To będzie miejsce, które ja stworzę.














