| 
Wpisany przez Agnieszka Piekorz
Liczba Wyświetleń: 64
PDF Drukuj Email

Czuję się człowiekiem o ustabilizowanej sytuacji zarówno zawodowej jak i osobistej

Marek Klimek – absolwent transportu na Politechnice Śląskiej w Gliwicach, właściciel „Verba Consulting”

Jak ze studenta transportu Politechniki Śląskiej, stać się dziennikarzem, a potem właścicielem firmy?

Marek Klimek: W moim przypadku jest to dosyć skomplikowana historia. Każdy oczywiście ma swój życiorys i swoją karierę. Jeżeli chodzi o moje poczynania, to tak, jak Pani redaktor była uprzejma wspomnieć, skończyłem wydział transportu Politechniki Śląskiej, natomiast to jednak nie było to. Od młodości interesowało mnie dziennikarstwo i w tej dziedzinie rozpoczynałem swoją karierę. Najpierw byłem „zwykłym” dziennikarzem, a następnie założyłem własną firmę, która kiedyś zajmowała się tylko usługami dziennikarskimi, natomiast teraz zajmuje się szeroko pojętą reklamą. Przez minione lata, a jest już ich sporo, mamy w dorobku wydawanie kilkunastu magazynów, folderów, ulotek a także różnych gadżetów typowo reklamowych. Obecnie zajmujemy się szeroko rozumianymi usługami dziennikarskimi, w czym zawiera się także reklama. Rynek szybko się zmienia i my także musimy być otwarci na nowe rzeczy. Dlatego też podążając może trochę za modą, zaczęliśmy projektować biżuterię hinduską. Jest to tylko typowe, komputerowe projektowanie, bez wytwarzania.

Dlaczego akurat obrał Pan kierunek na Indie? Czy dlatego, że jest teraz moda na bollywood?

MK:  Nie do końca. Oczywiście nie było tak, że zaczęliśmy szukać pracowników wśród Hindusów. Przechodząc koło pewnego sklepu, zauważyliśmy dość duży wybór biżuterii hinduskiej. Okazało się, że była ona dostępna w bardzo wysokich cenach. Zapewne nasi kontrahenci dysponują urządzeniami do produkcji takowych wyrobów. Natomiast, żeby nie naruszać praw autorskich i powiedzmy stylistycznych, musieliśmy zaprojektować je od nowa. Stąd też pomysł sprowadzenia cudzoziemców z Indii do Polski, aby projektowali dla nas ten typ biżuterii.

Wróćmy jeszcze na chwilę do początków Pana firmy. Czy był taki moment przełomowy, kiedy postanowił Pan ruszyć z własnym biznesem?

MK: Właściwie tak, jak Pani redaktor mówi, był taki moment. Polegało to na tym, że w czasie, kiedy zakładałem swoją firmę, wtedy jednoosobową, warunki finansowe były korzystniejsze dla rozwoju jednoosobowej działalności gospodarczej. Uważam, że nadal warunki są sprzyjające temu, gdyż obciążenia finansowe dla pracodawcy związane z zatrudnieniem pracowników są na tyle duże w tej chwili, że tak zwane samozatrudnienie wydaje mi się dobrą działalności gospodarczej. Pani zapewne rozmawiając z przedsiębiorcami spotyka się z różnymi opiniami na temat własnej firmy. Zapewne większość prezesów uważa, że woli zatrudniać pracowników na umowę-zlecenie, z tego względu, że taki pracownik mniej ich kosztuje. Nie dziwi zatem fakt, że coraz więcej młodych ludzi decyduje się na swoje firmy, bo jest to dla nich korzystniejsze.

Pana pasją jest szeroko rozumiane dziennikarstwo, które można także rozszerzyć o reklamę. Czy zatem uważa Pan, że dzięki pasji można odnieść sukces?

MK: Dziennikarstwo wbrew pozorom ma wiele wspólnego z reklamą. Uważam, że są to światy zazębiające się. Oczywiście dziennikarz bezpośrednio nie może pracować w reklamie. Ta sprawa dotyczy także odwrotnej sytuacji. Natomiast dziennikarz bez wątpienia ma styczność z reklamą. W moim przypadku było tak, jak to zapewne zwykle bywa. Udało mi się nawiązać kontakt z wieloma biznesmenami, ludźmi związanymi z gospodarką i nie tylko. To niezwykle ułatwiło mi start z moim biznesem. Zapewne wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że kontakty są najważniejsze. Zawsze jest tak, że można sobie nawzajem pomóc, a na samym początku, to już w ogóle jest to niezwykle istotny aspekt. Powoli zacząłem rozwijać firmę i teraz jesteśmy już na takim poziomie, że możemy sobie pozwolić na pewne innowacje takie jak chociażby projektowanie biżuterii. Takie są potrzeby rynku. Trzeba się cały czas rozwijać, by firma nie utknęła w pewnych stereotypach, bo chyba to byłoby najgorsze.

Co daje Panu prowadzenie własnej działalności?

MK: Prowadzenie własnej działalności gospodarczej dało mi przede wszystkim niezależność od pracodawcy. Nie ma tutaj problemów związanych z prawem pracy. Oczywiście to także rodzi inne implikacje, związane na przykład z uzgadnianiem czasu wolnego itd. Sądzę, że taka umowa kontraktowa jest korzystna dla obu stron. Zresztą, zarząd firmy, który zleca mi większość usług, też jest tego zdania. Niekiedy człowiek potrzebuje wolnej ręki, możliwości bycia szefem samego siebie i taka umowa daje mi tę możliwość. Moja firma, to moje plany, decyzje, których nie muszę z nikim konsultować.

Sukces to…

MK: … tak, jak już mówiłem.. Sukces to niezależność finansowa, która chyba dla każdego jest priorytetem. Bycie właścicielem firmy daje możliwość zdecydowanie wyższych zarobków. Oczywiście jest większa odpowiedzialność, pojawia się więcej obowiązków, ale coś za coś. Dodatkowo takim sukcesem jest możliwość swobodnego dysponowania czasem. W pracy na etacie jest to niemożliwe. Kiedy ma się swoją firmę, to ja decyduję, kiedy mam wolny dzień, kiedy muszę coś załatwić. Oczywiście tutaj pojawia się pokusa, by mieć tego czasu jak najwięcej… Wtedy trzeba zdać sobie sprawę z tego, że należy niekiedy posiedzieć dłużej w pracy, by na przykład dokończyć jakiś projekt, którego nie zrobiliśmy podczas dnia wolnego. Jest to szereg różnych implikacji, o których niewątpliwie trzeba pamiętać. Sukcesem, który wynika z prowadzenia własnej firmy, jest niezależność w planowaniu przyszłości. Nie czuję się człowiekiem sukcesu, ale człowiekiem o ustabilizowanej sytuacji zarówno zawodowej jak i osobistej.

Jakie ma Pan plany na przyszłość związane z firmą?

MK: Nie mam tutaj złudzeń co do zawojowania rynku. Sądzę, że w dobie „kryzysu” utrzymanie pozycji na rynku jest już sukcesem i nadal chciałbym, by firma działała tak, jak w tym momencie.

Wspierają nas: