W pierwszych miesiącach działalności trzeba się maksymalnie sprężyć i włożyć wiele pracy, by rozkręcić firmę
Grzegorz Brzuchala – właściciel „Skano.pl”
Skąd pomysł na tak nietypową działalność?
Grzegorz Brzuchala: Pomysł wziął się z potrzeby uratowania własnych zdjęć. W rodzinnym archiwum mam mnóstwo slajdów i negatywów, starych zdjęć, które robiła jeszcze moja babcia. Postanowiłem je zeskanować, by mieć je w formie cyfrowej i zapobiec ich dalszemu niszczeniu jednak okazało się, że jest to praktycznie niemożliwe ze względu na koszty wykonania takiej usługi. Tradycyjne laby fotograficzne, które oferują taką możliwość, są po prostu zbyt drogie. Dobrej jakości digitalizacja przeciętnego archiwum fotograficznego kosztuje kilka tysięcy złotych. To powoduje, że jest to usługa praktycznie niedostępna dla średnio zarabiającego Kowalskiego. Doszedłem do wniosku, że potrzeba na takie usługi rzeczywiście istnieje. Każda rodzina ma na strychu zdjęcia, które warto byłoby uratować. Uznałem to za wystarczający powód by stworzyć firmę, dzięki której w prosty i tani sposób można by zachować rodzinne fotografie dla przyszłych pokoleń.
Działalność rozpoczęliśmy dokładnie rok temu. Najtrudniejsze było przekonanie klientów i zdobycie ich zaufania ze względu na sentymentalną wartość wyjątkowych pamiątek. Te rodzinne skarby trzeba zapakować i wysłać kurierem lub pocztą. Powoduje to pewne obawy przed takim działaniem bo na chwilę trzeba się z nimi rozstać i oddać w ręce obcych ludzi. Wydaje mi się jednak, że klienci przekazują sobie informacje o naszej firmie i coraz więcej osób przekonuje się do nas. Jako ciekawostkę dodam, że przez ten rok działalności nie zaginęło ani jedno zdjęcie i robimy wszystko by ta statystyka nie uległa zmianie.
Na czym dokładnie polega Twoja praca?
GB: Zacznę od tego, że działamy wyłącznie przez Internet. Polega to na tym, że osoba, która chce uratować pamiątkowe zdjęcia, składa zamówienie na stronie, pakuje je i wysyła do nas. Po otrzymaniu przesyłki, zdjęcia są skanowane i udostępniane w prywatnej galerii użytkownika na koncie Skano. Klienci cenią sobie naszą ofertę, a w szczególności opcję "Wolności Wyboru". Polega ona na tym, że skanujemy wszystkie materiały, które otrzymamy, natomiast klient sam decyduje ile z nich zakupi. Z galerii może usunąć dowolną ilość fotografii, które na przykład są nieostre albo prześwietlone. Praktycznie rzecz biorąc, klient może przysłać do skanowania tysiąc zdjęć, a kupić tylko jedno. I nie będziemy mieli mu tego za złe (śmiech).
Czy rok temu myślałeś o tym, że udało Ci się trafić w niszę rynkową?
GB: Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Usługa skanowania zdjęć w takiej formie nie istniała wcześniej na polskim rynku. Mam tutaj na myśli usługę dedykowaną o wysokiej jakości w standardzie, wygodne dla klienta działanie przez internet bez wychodzenia z domu, najniższe ceny w Polsce i do tego "Wolność Wyboru". Przez rok udało nam się doskonale opanować technologię skanowania oraz samą obróbkę zdjęć. To sprawia, że zapełniliśmy pewną niszę. Mamy klientów z całej Polski, choć nie tylko. Zdarzyły się zdjęcia wysyłane z Niemiec, Szwajcarii, Stanów Zjednoczonych. Te fotografie wysyłają także Polacy, ale i tak jest to bardzo miłe, że nasza firma jest znana na świecie. Nie spotykamy się z tym zbyt często, ale jest to ciekawe doświadczenie i niezwykła odpowiedzialność, kiedy zdjęcia są wysyłane przez ocean.
Ile osób liczy Twoja firma?
GB: Skano współpracuje z pięcioma osobami. Są to głównie graficy, którzy zajmują się renowacją zniszczonych zdjęć. Jest to dodatkowa usługa, dzięki której stare i zniszczone fotografie odzyskują swój wygląd sprzed lat.
Co daje Ci prowadzenie własnej działalności?
GB: Czuję satysfakcję i to jest chyba rzecz podstawowa. Mojej pracy nie traktuję tylko w kategoriach biznesu. Dla mnie to coś więcej, swego rodzaju misja i świadomość, że pomagam ratować fragment historii. Na pozór zwykłe zdjęcia przedstawiają niezwykłe chwile. Studia, śluby, narodziny dzieci, wakacje, dalekie wyprawy. Te wspomnienia mają ogromną wartość sentymentalną dla każdego z nas, szczególnie po wielu latach. Oglądanie odnowionych zdjęć na ekranie monitora czy telewizora powoduje wielkie wzruszenie. Klienci dają tego wyraz w mailach i komentarzach, które otrzymujemy. Jest to dla całego zespołu Skano największa nagroda za wykonaną pracę.
Jakie było najstarsze zdjęcie, które udało się uratować?
GB: Najstarsze zdjęcie pochodziło z ok. 1900 roku. Pamiątkowa fotografia była niezwykle ważna dla tej rodziny i udało nam się ją doskonale odrestaurować. Zdjęcie przedstawiało liczną rodzinę na tle gospodarstwa. Jak to kiedyś bywało, fotograf przejeżdżał przez wieś i wykonywał zdjęcia całych rodzin na tle domu. Zamówienie klienta składało się tylko z tego jednego zdjęcia, co pokazuje jak wartościowe musiało ono być dla tej rodziny. Zazwyczaj klienci wysyłają tych zdjęć więcej, całe rodzinne archiwa po kilkaset fotografii. Są także tacy, którzy posiadają w swoich zbiorach całe tysiące slajdów czy negatywów. Należy mieć na uwadze fakt, że gdybyśmy nie odrestaurowali tej fotografii, następne pokolenia już by jej nie oglądały...
Czy to prawda, że przedsiębiorca pracuje 24 h/ dobę?
GB: To nieprawda. Natura nam na to nie pozwala (śmiech). Natomiast na pewno jest tak, że w pierwszych miesiącach działalności trzeba się maksymalnie sprężyć i włożyć wiele pracy, by rozkręcić firmę. Podstawowym zadaniem jest oczywiście odpowiednia reklama aby jak najwięcej potencjalnych klientów dowiedziało się o firmie i tym co oferuje. Wydaje mi się, że jest to zupełnie normalne w każdym przedsiębiorstwie, niezależnie od branży. Kiedy firma nabierze naturalnego pędu jest już trochę spokojniej, co oczywiście nie oznacza, że można spocząć na laurach. Pracy zawsze jest pod dostatkiem.
Jakie są plany na przyszłość?
GB: Planów jest wiele, ale wiem, że nie w najbliższym czasie trudno będzie je wszystkie zrealizować. Planujemy poszerzenie działalności o usługi związane z archiwizacją materiałów wideo. Wydaje mi się, że jest to naturalny kierunek rozwoju. Archiwizacja to obszerne pojęcie i nie ogranicza się wyłącznie do zdjęć. Kasety magnetofonowe, płyty gramofonowe, książki czy dokumentacja techniczna - wszystkie te analogowe materiały można digitalizować.















