Własna działalność gospodarcza rządzi się swoimi prawami
Anna Ujma – absolwentka dziennikarstwa, fotograf, od ośmiu lat z sukcesami współpracuje z lokalnymi i ogólnopolskimi mediami, właścicielka firmy zajmującej się produkcją i postprodukcją telewizyjną.
Dlaczego zdecydowałaś się na własną firmę?
Anna Ujma: W zasadzie nie musiałam się zbyt długo zastanawiać nad otwarciem własnej firmy, ponieważ mój problem dotyczył zatrudnienia. Zawsze pracowałam na umowę o dzieło… Takimi prawami rządzą się media – nie ma etatów, są tylko tego typu umowy. Co za tym idzie, nie ma żadnych świadczeń związanych z ZUS-em etc. W takiej sytuacji jest się skazanym na siebie. Pomyślałam, że skoro mam być skazana na siebie, to niech to będzie działalność gospodarcza, bo po pierwsze, przez dwa lata działalności mamy są mniejsze opłaty, po drugie, można otrzymać dotację na przykład z EFS… Więc miałam same plusy, a minusów żadnych. Postarałam się o dotację, z którą nie było większego problemu. Dostałam prawie 20 tyś. złotych, więc wystarczyło na sprzęt. Potrzebowałam aparat fotograficzny, kamerę, oprogramowanie i to był nasz start. Z czasem okazało się, że jest mnóstwo ludzi, którzy szukają zatrudnienia, więc teraz moja firma to jest jakieś 7 osób, czym jestem zszokowana, bo firma jest nowa – istnieje od grudnia 2009 roku. Jesteśmy małą grupką, która dobrze działa. Mało tego, że dostaliśmy dotację z UE, to okazuje się, że jeżeli będziemy prężnie działać przez rok, to możemy też się starać w Agencjach Przedsiębiorczości o dalsze dotacje na rozwój firmy, więc jak tu nie korzystać z takich okazji?! Na pewno własna działalność gospodarcza rządzi się swoimi prawami, a mianowicie to ja decyduję, kiedy pracuję, z kim, po co i w zasadzie robię to, co lubię. Odchodzimy od tego, co narzucał nam pracodawca i staramy się sami tworzyć jakieś projekty. Jest mnóstwo takich projektów współfinansowanych z UE, które można realizować.
Czym dokładnie zajmuje się Twoja firma?
AU: Moja firma zajmuje się po pierwsze: produkcją filmową, reportażami, programami telewizyjnymi. Po drugie, ja indywidualnie świadczę usługi dziennikarskie i po trzecie, ja i trzy inne osoby zajmujemy się także fotografią i videorejestracją. Generalnie jest to produkcja i postprodukcja telewizyjna. Na to się także składa się operator, montażysta, kierownik produkcji, grafik, dziennikarz, to jest ekipa, która ze mną pracuje.
Dlaczego akurat branża telewizyjna?
AU: W zasadzie byłam związana z mediami od 8 lat i czuję się w tym dobrze, mam na swoim koncie jakieś sukcesy i stwierdziłam, że nie będę zmieniała branży, w której miałabym działać. Jest to moja pasja, jak również moich przyjaciół, z którymi współpracuję. Większość moich znajomych nie miało gdzie się realizować i dopiero, gdy ja ruszyłam z firmą, to gdzieś tam pojawiła się w nich motywacja i postanowili ze mną zawalczyć. Chyba się udaje, choć na razie mówię o tym dosyć nieśmiało. Okazuje się, że coraz więcej telewizji decyduje się na współpracę z zewnętrznymi firmami. My cały czas się rozwijamy i nie spoczywamy na laurach, gdyż jest dosyć duża konkurencja.
Czy prócz pasji także wykształcenie pomaga Ci właśnie w takiej działalności?
AU: Z wykształcenia jestem dziennikarzem, studiowałam politologię, skończyłam komunikację społeczną i dziennikarstwo, a prócz tego skończyłam kursy fotograficzne, a dodatkowo jestem instruktorem rekreacji ruchowej (śmiech). Oczywiście to ostatnie nie jest bezpośrednio związane z firmą (śmiech). Oczywiście bardzo miło wspominam studia. Szczególnie jedną panią doktor, która śmiała się z naszych dowcipów i nazywała nas swoimi „miśkami” (śmiech). A na poważnie, oczywiście po politologii stawia się pytanie: Co tak naprawdę potrafię robić. Powiem szczerze, byłam 3 lata na specjalizacji europejskiej i samorządowo – administracyjnej i w ogóle nie widziałam się w roli urzędnika. Jestem osobą, która może naprawdę dużo pracować, pod warunkiem, że robi to, co lubi. Tak też UŚ skusił mnie komunikacją społeczną. Studia pomogły mi w zdobyciu kontaktów z ludźmi z mediów. Mieliśmy spotkania z różnymi dziennikarzami i wystarczyło tylko jedno ich słowo, że to nie jest to hermetyczne, zamknięte i, że warto próbować. Już na studiach obiecałam sobie, że czas nauki nie będzie stracony i chciałam praktykować i jeszcze raz praktykować. Był portal żorski, „Dziennik Zachodni”, TVP… No i później TVS. Dokształcanie się, jest niezwykle istatne. Wkrótce Idziak będzie organizował warsztaty, które są dosyć kosztowne, ale musimy na nich być. Poza tym w kwietniu byłam na plenerze w Anglii, potem weekend w Hamburgu… Trzeba zdobywać doświadczenie i certyfikaty.
Co daje Ci prowadzenie własnej działalności?
AU: Przede wszystkim satysfakcję, ponieważ wreszcie mogę wcielać w życie swoje pomysły. Wcześniej, gdy pracowałam na umowę o dzieło, która miała powiedziane, że musi robić reportaże. Wtedy czułam się, jakby mnie zaszufladkowano. W tej chwili, jeśli mam pomysł, piszę scenariusz, piszę projekt i idę do różnych firm i im go przedstawiam. Ktoś to kupi lub nie, ale już jestem zauważona i to się liczy. Oprócz tego, to ja wybieram sobie ludzi, z którymi pracuję. Jeżeli przy kawie dobrze się z kimś dogaduję i okazuje się, że w pracy też, to jest to bezcenne. Do takich bliskich mi ludzi mam zaufanie i razem jesteśmy w stanie wiele zdziałać. Nie ponoszę żadnego ryzyka, gdyż znam tych ludzi. Dodatkowo od momentu kiedy mam firmę, wiem, kiedy jest weekend (śmiech). Teraz wreszcie mogę mieć wolne! Wcześniej tydzień, to był jeden długi dzień. Teraz wreszcie mogę uczestniczyć w imprezach rodzinnych (śmiech). Oczywiście istnieje pewne ryzyko, że podejmiesz się jakiegoś zbyt dużego przedsięwzięcia i coś może nie wyjść w pewnym momencie, ale na razie nie boimy się (śmiech).
Czy Tobie, jako kobiecie, trudniej było odnaleźć się na tym dosyć specyficznym rynku?
AU: Faktycznie jest tak, że firmy producenckie, z którymi się zetknęłam, to w zasadzie mężczyźni. Chociaż teraz patrząc na moja firmę, to też jest przewaga mężczyzn (śmiech). Powiem tak, jest to taka branża, która wymaga od kobiety dyspozycyjności i na pewno gdybym miała rodzinę, obowiązki, to zastanawiałabym się, czy rozkręcać taką działalność. Póki co, mogę sobie na coś takiego pozwolić. Aczkolwiek nie było mi trudniej jako kobiecie odnaleźć się w tej branży. Musiałam tylko zdecydować się na czasochłonną pracę.
Jakie było najdziwniejsze zamówienie?
AU: Przyszła do mnie para, kobieta w ciąży, która chciała zdjęcia ślubne z bocianami. To miały być bociany z drewna i one miały fruwać nad brzuszkiem tej pani. Więc wykombinowałam bociany i efekt był rewelacyjny. Nie zamykamy się na pomysły i jesteśmy w stanie zrobić prawie wszystko (śmiech). Zrobiliśmy też program telewizyjny i czekamy na efekty. Wiem jedno, jest wesoło (śmiech)














