Założenie firmy w niektórych przypadkach to coś spontanicznego
Kiedy rozpoczął Pan własną działalność?
Tomasz Pikul – Własną działalność zaczynałem dwukrotnie. Pierwszą firmę założyłem jeszcze na studiach i była o zupełnie innym profilu niż obecna. „Pikul Pictures” istnieje od sierpnia 2009 roku.
Co było na początku najtrudniejsze?
TP: Tak naprawdę to nic. Były jedynie wątpliwości jak to się skończy. Pierwszy raz musiałem zakończyć działalność z powodu nierzetelnych płatników. Ostatnio przy realizacji projektu jakim była telewizja internetowa „Sport-TV”, której byłem pomysłodawcą i współwłaścicielem, gdy wydawało się, że jesteśmy blisko sukcesu, wszystko zniweczył jeden nieuczciwy wspólnik i trzeba było podjąć decyzję o zamknięciu firmy. Choć „zostałem na lodzie” decyzja była jedna – kontynuować to, co zacząłem, ale już pod swoim nazwiskiem. Było to tym łatwiejsze, że zostały mi znajomości i nie byłem człowiekiem „znikąd”. Wiedziałem też z kim mogę podjąć współpracę, która przyniesie korzyści obu stronom, a z kim lepiej w żadne interesy nie wchodzić. Pracując na własny rachunek, z czasem zacząłem zatrudniać ludzi na umowę o dzieło.
Dlaczego produkcja filmowa?
TP: Jak wspomniałem wcześniej, produkcja filmowa to w moim przypadku niejako kontynuacja tego, co robiłem w „Sport-TV”, a nawet wcześniej. Ale bym nie kontynuował tego, gdyby to nie było moją pasją. A w przypadku „Pikul Pictures” można nawet mówić o połączeniu czterech pasji: filmowania, sportu, historii i podróży. Jestem zdania, że gdy coś robi się z pełnym zaangażowaniem, to robi się to dobrze. Ważny dla mnie był też fakt, że mam już doświadczenie związane produkcję filmową. Kilka lat temu poznałem ludzi, którzy się tym zajmowali, zgłosiłem się do nich, zacząłem współpracować, ale że dopiero zaczynali rozkręcać firmę, nie można było tego traktować na poważnie i musiałem kolejny raz podjąć pracę. Jednak pomysł działalności w tej branży wrócił. Przyszedł moment, w którym musiałem podjąć decyzję, czy nadal pracować na dobrym stanowisku, jednak bez możliwości dalszego rozwoju, czy pójść inną drogą. To jest chyba tak, że większość z nas, podejmujących pracę na etacie w pewnym momencie się wypala, albo widzi, że jego zaangażowanie jest nieadekwatne do zarobków. Ja podjąłem ryzykowną decyzję. Rzuciłem stałą pracę, która była pewna i ruszyłem z własną firmą, w której wreszcie mogłem zacząć się realizować. Założenie firmy w niektórych przypadkach to coś spontanicznego.
Czym dokładnie się zajmujecie?
TP: Można powiedzieć, że to są trzy dziedziny. Pierwsza – dająca w tej chwili największe zyski to produkcja filmów okolicznościowych takich jak śluby, imprezy integracyjne, itp. Druga - to prowadzenie oficjalnych telewizji takich klubów jak GKS Katowice i Ruch Radzionków. Trzecia – usługi operatorskie na zlecenie. Ostatnio miałem wiele satysfakcji móc uczestniczyć w produkcji filmów dokumentalnych na zlecenie IPN-u. Jest to możliwe dzięki temu, że poznany przeze mnie z czasów działalności „Sport-TV” współwłaściciel firmy zajmującej się m.in. produkcją filmów, poznał mnie wcześniej na tyle, że zaproponował mi współpracę, która dzisiaj rozwija się coraz lepiej.
Z wykształcenia jest Pan dziennikarzem?
TP: Nie, jestem politologiem o specjalizacji samorządowej.
Zatem jak z samorządowca stać się operatorem? A idąc dalej, jak stać się przedsiębiorcą?
TP: Moje losy zawodowe są dosyć poplątane i robiłem wiele rzeczy, które nie były związane z moim wykształceniem. Kiedyś mój znajomy powiedział, że gdyby kazano mi operować, to też bym się pewnie tego podjął (śmiech). W związku z tym, że na studiach zaocznych nie było dziennikarstwa poszedłem na „samorządówkę”, jednak z zamiarem skończenie podyplomowych studiów dziennikarskich. Na pierwszym roku studiów udało mi się zdobyć stałą pracę i żeby było ciekawiej, nie mającą również wiele wspólnego z moim wykształceniem. Wdrożyłem się jednak na tyle, że w tej branży (instalacje wewnętrzne) działałem aż 7 lat. Wtedy właśnie po raz pierwszy podjąłem działalność gospodarczą, a u schyłku działalności firmy postanowiłem jako dodatkowe źródło dochodów wprowadzić usługi videofilmowania. Jako, że moja firma przez większość czasu dość dobrze prosperowała, porzuciłem myśli o dziennikarstwie. Stwierdziłem po prostu, że nie mam czasu na marzenia, uznając, że z dziennikarstwa nie będę miał takich pieniędzy. Jak czas pokazał, moje losy tak się potoczyły, że dziennikarstwem jednak się zajmuję, choć odpowiedniego wykształcenia nie zdobyłem. Dzisiaj trochę tego żałuję… Marzenia są piękne, ale czasem trzeba myśleć o przyziemnych rzeczach.
Co daje Panu prowadzenie własnej działalności?
TP: Satysfakcję. Sama Pani widziała, jak trudno się ze mną umówić, ale ja nie czuję, że pracuję. Jest to pasja. Rozmawiając o kolejnych zadaniach, planach, zamierzeniach, nie mam wrażenia, że mówię o pracy, ale o czymś co chciałem realizować w większym lub mniejszym stopniu od zawsze. Najlepszym przykładem niech będzie niedawna dyskusja w biurze mojego znajomego. Rozmawialiśmy w większym gronie o planach dotyczących realizacji kolejnych filmów dokumentalnych, ale nie czuło się, że mówimy o zamierzeniach, było nie było biznesowych. Z tej dyskusji przebijała niesamowita pasja. Choć z drugiej strony takie traktowanie biznesu może źle odbijać się na finansach firmy, bo chcąc zrealizować coś będącego jednocześnie hobby, pieniądze często traktuje się jako rzecz drugorzędną.
Czy to prawda, że przedsiębiorca pracuje 24 h/dobę?
TP: Zależy. Na pewno nie ma co przesadzać i demonizować. Wiadomo, są chwile, kiedy jest dużo pracy i trzeba przysiąść nad danym projektem. Zdarzają się jednak momenty, kiedy tym czasem można dysponować, jak się tylko chce, nie tłumacząc się nikomu.
Jak to jest być szefem samego siebie? Czy to rozleniwia czy raczej mobilizuje?
TP: Zależy od charakteru. Pracując gdzieś i mając nad sobą szefa nie wymagałem od siebie tyle, ile teraz pracując na własny koszt. Świadomość, że pracuje się na własne nazwisko niezwykle mobilizuje. Poza tym, mam coś takiego, ze nie lubię niczego odkładać. Oczywiście mam takie momenty, że nie chce mi się czegoś zrobić, ale kiedy już się za coś wezmę, to robię to do „bólu”. Czasami jest to zdradliwe, bo można nie dosypiać.
Jakich rad udzieliłby Pan młodym ludziom, którzy zastanawiają się nad swoją karierą?
TP: Radzę, żeby zastanowili się co naprawdę chcieliby robić. Nie warto rzucać się na pierwszy lepszy pomysł, bo można się na tym sparzyć. Drugą bardzo ważną rzeczą jest, by nie zrażać się, gdy coś nie wyjdzie. Zdarza się, ale należy wyciągnąć z tego naukę i walczyć dalej, bo gdzieś tam może czeka sukces. Zresztą w dzisiejszych czasach otwarcie własnej firmy nie jest tak trudne jak kiedyś.
Wspomniał Pan coś o sukcesie… Czym on jest?
TP: W moim przypadku myślę, że ten sukces dopiero nadejdzie. Ale sukcesem na pewno jest to, że nie stoję w miejscu lub co gorsza nie cofam się. Rozwijam się jako firma i jako przedsiębiorca, operator, montażysta, dziennikarz. W tej chwili jestem nawet większym optymistą niż przy zakładaniu firmy.

Tomasz Pikul – właściciel „Pikul Pictures”














