„Jeśli nie wiesz dokąd idziesz, pewnie tam nie dojdziesz”
Agata Gruszka-Zorychta – absolwentka pedagogiki, właścicielka firmy „Animo-Anima”, specjalizującej się we wszechstronnej organizacji imprez artystycznych.
Kiedy rozpoczęłaś działalność i jak wyglądały początki?
Agata Gruszka-Zorychta: Działalność rozpoczęłam w 2006 roku. Początki artystycznej działalności i wchodzenia na rynek były fajne, gorzej z pierwszym rozliczeniem podatkowym. W Chorzowie żeby dostać dotację, nie trzeba było przechodzić przez kurs „Małego biznesmana”, więc księgi przychodów itp. były dla mnie „czarną magią”. Firmie, a więc i mnie bliżej do kulturalnych czy artystycznych „ciągotek” niż do zamiłowania „papierkowego”. Pierwszy podatek wyniósł 7 tysięcy. Teraz już mamy na stałe księgowego, który na bieżąco informuje o kosztach i przychodach, więc ja zajmuję się już tylko moją „działką”.
Czy do decyzji o własnej firmie musiałaś dojrzeć, czy może był to impuls?
AGZ: Zdecydowanie impuls. Moja mama powiedziała, że są dotacje z Unii i zachęcała do tego, by spróbować. Było mnóstwo papierkowej roboty. Obawiam się, że urzędy robią wszystko, by nie udało się pozyskać środków i wszystkich petentów odstraszyć. Jeśli już jednak uda się ujarzmić wszystkich mile nastawionych urzędników, wtedy przygotowania do otwarcia firmy są samą przyjemnością. Z Unii dostałam trochę ponad 11 tysięcy.
Czym dokładnie zajmuje się Twoja firma?
AGZ: Nagłaśnianiem imprez. Organizowaniem imprez, realizacją tych imprez od strony artystycznej, czyli zorganizowanie na przykład studniówki, urodzin dla dzieci, ale także i programów artystycznych – połączenie teatru, śpiewu, muzyki. Oczywiście także należy w to wliczyć zajęcia pedagogiczne z dziećmi. Chodzi tutaj o zajęcia w przedszkolu z rytmiki, zajęcia artystyczne w domach kultury i zajęcia z emisji głosu.
Skąd pomysł na tak nietypową działalność?
AGZ: Z zainteresowań. Skończyłam studia pedagogiczne na kierunku animacja społeczno – kulturalna oraz ukończyłam średnią szkołę muzyczną w klasie śpiewu. Parę lat temu brałam również udział w Centrum Kreowania Młodego Lidera „Kuźnia”. W październiku rozpoczynam podyplomowe studia zarządzanie w kulturze.
Czy cztery lata temu udało Ci się trafić w niszę na rynku?
AGZ: Myślę, że to, co robię zawsze będzie miało swoich odbiorców, bo kultura „jest wieczna”. Zawsze coś się dzieje. Zawsze były są i będą obchody dnia Dziecka, Mikołaja zabawy studniówkowe, festyny, koncerty itp.
Czy jest jakaś książka, która zrobiła na Tobie wrażenie i niejako prowadzi Cię przez życie?
AGZ: Wszystkie książki Coelho. Jest to autor, którego bardzo lubię. Ostatnio na wakacje zaopatrzyłam się w kolejną jego książkę (śmiech). Lubię także cytat z książki „Forrest Gump”: „Jeśli nie wiesz dokąd idziesz, pewnie tam nie dojdziesz”. Kiedy nie gra się na loterii, nie wygra się. Tak też jest w życiu. Jeśli nie podejmuje się ryzyka, nie można wygrać.
Jesteś młodą mamą. Jak udaje Ci się połączyć obowiązki przedsiębiorcy z byciem mamą?
AGZ: Jest super (śmiech). Mój mąż jest akustykiem, a to nam ułatwia wiele spraw. Jesteśmy w stanie dopasowywać godziny pracy. Rozumiemy swoje pasje. On jeździ na imprezy, dokładnie nasza firma jeździ na imprezy (śmiech), to wtedy ja zostaję z Majką. Ja śpiewam, więc kiedy jestem zajęta, on przejmuje obowiązki rodzica. Osobiście śpiewanie przynosi mi najwięcej satysfakcji, więc nie można z niego zrezygnować (śmiech). Szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko (śmiech).
Co daje Ci prowadzenie własnej działalności?
AGZ: Moja firma jak już wcześniej wspominałam, zajmuję się tylko tym, co naprawdę lubię robić, na czym się znam, co sprawia mi przyjemność. Nigdy nie chciałabym musieć chodzić do pracy tylko z obowiązku czy dla pieniędzy. Po coś ukończyłam wybrany wcześniej kierunek studiów czy szkołę muzyczną, teraz jest czas na wykorzystanie wiadomości i spełnianie się w pracy każdego dnia. Nie muszę pracować codziennie po osiem godzin, nie muszę siedzieć w biurze. Pomysły na nowy koncert, spektakl, czy imprezę studniówkową najczęściej powstają przy kawie, piwie, na przyjacielskim spotkaniu, czy podczas rozmowy. Zgodnie z przysłowiem łączę przyjemne z pożytecznym.
Czy prowadzenie własnej firmy jest stresujące?
AGZ: W ogóle się nie stresuję. Może jestem dziwna (śmiech). Jedynym stresem są podatki, które trzeba raz w roku zapłacić. Robię to, co lubię, więc nie mam problemu z tym, że nie będę miała pomysłu. Daje nam to swobodę i możliwość wyjazdu na weekend, wycieczkę czy wakacje, kiedy sami sobie to zaplanujemy.
Czym dla Ciebie jest sukces?
AGZ: Sukces powinien być życiowy. Polega on na tym, że jestem zadowolona z tego, co robię i w pełni się realizuję. Sukces i życie składają się z dwóch części: rodzina i praca. Kiedy i w jednym i drugim jest dobrze, odnoszę sukces. Trzeba łączyć te dwa najważniejsze aspekty.
Jakie masz plany na przyszłość związane z firmą?
AGZ: Chciałabym, aby „Mały Teatr Muzyczny Animo” miał swój budynek, na początku może być nawet sala czy dwie. Tak, aby móc więcej i częściej wystawiać nasze projekty, aby móc bardziej profesjonalnie działać.














