„Spełnianie potrzeb innych to moja definicja kreatywności”
Waldemar Biernacki - właściciel Agencji Kreatywnej SUPERAVI (superavi - z łac. mieć przewagę, zwyciężać, przewyższać)
Agnieszka Piekorz: Kiedy rozpoczął Pan własną działalność?
Waldemar Biernacki: W 2006 roku ukończyłem studia, wynająłem małe biuro w Lubsku. Byłem tylko ja i mój i telefon;)
AP: Co było najtrudniejsze?
WB: Dobre pytanie. O ile nie było problemu z pomysłem, nawet realizacją, o tyle trudne było dla mnie zrezygnowanie ze stałej pensji. Zarejestrowałem działalność, wynająłem biuro, podłączyłem faks i usiadłem za biurkiem. Wtedy pojawił się lęk. Najtrudniej było przełamać stereotypy myślowe, że teraz wszystko zależy ode mnie, że zarobię tyle, ile sam wypracuję.
AP: W czym przejawia się kreatywność firmy?
WB: Firma przeszła wiele „metamorfoz”, głównie poprzez działania kreatywne. Początkowym zamysłem była reklama - działania agencyjne. Jednak znajomość działalności handlowo – usługowej, wyjątkowe zdolności handlowe oraz ogromna wiedza z zakresu marketingu i public relations sprawiły, że firma w zasadzie „samoistnie” zaczęła świadczyć usługi jako podwykonawca dla innych firm, które pragnęły zaistnieć na rynku dolnośląskim. Usługi te polegają na budowaniu działu rozwoju w danej firmie. Przykładowo firma, która działa w Katowicach chce otworzyć oddział we Wrocławiu. My ten oddział tworzymy: szukamy siedziby, dostawców, zaopatrujemy, kompletujemy zespół, który sprawnie dokończy zaczęte przez nas dzieło, windujemy obroty i kiedy te osiągną oczekiwany poziom, przechodzimy dalej. Jednak w całej kreatywności chodzi o to, żeby chwytać się tego, co jest na fali. Kiedy sprzedaż przez Internet osiągnęła szczyty- my stworzyliśmy hurtownię, która pozwoli innym radykalnie zmniejszyć koszty pakowania towaru. Kiedy, jako student, nie wiedziałem co zrobić latem z nartami, zimą z rowerem czy oponami do malucha, postanowiłem, że kiedyś otworzę przechowalnię, gdzie każdy będzie mógł za grosze zostawić swój towar. Przechowalnia działa. Agencja Kreatywna to niekończące się pomysły, zawsze jednak staram się zadawać sobie pytanie: co ludziom jest potrzebne. Spełnianie potrzeb innych, to moja definicja kreatywności.
Nasi stali klienci wiedzą, że mogą liczyć na nas w każdej dziedzinie. Bywa tak, że klient przyjdzie po koperty, ale przy okazji poprosi o zorganizowanie przeprowadzki, gdyż wie, że z nami o nic nie musi się martwić, że dla niego i za niego zorganizujemy wszystko.
AP: Jaki jest Pana przepis na sukces?
WB: Twórcze myślenie, sprawny, kreatywny zespół. Generalnie w swojej pracy stawiam na ludzi. Interpersonalne, tzw. miękkie predyspozycje są dla mnie znacznie bardziej istotne niż wykształcenie. Żadna, nawet najbardziej zaawansowana technologicznie maszyna nie zastąpi zdolnego pracownika. Być może wielu studentów technicznych uczelni się ze mną w tej kwestii nie zgodzi, ja jednak uważam, że do każdego zawodu trzeba mieć talent. Poszukuję więc takich „perełek” i próbuję je „oszlifować”, przekazując im swoją wiedzę i doświadczenie.
W moim przypadku, jako że nie jesteśmy agencją doradztwa personalnego tylko działem rozwoju - w domyśle działu handlowego, naszym celem jest osiągnięcie jak największych wyników sprzedaży, najczęściej szukam więc dobrych handlowców. Działania PR są narzędziem pośrednim. Bywało już tak, że dziewczyna po Uniwersytecie Ekonomicznym aplikująca na stanowisko sekretarki wykazywała agresję sprzedażową i okazywała się genialnym „łowcą” klientów w terenie, natomiast osoby po szkołach handlowych, ze świetnymi referencjami lepiej sprawdzały się przy obsłudze biura niż klienta.
AP: Czy to prawda, że przedsiębiorca pracuje 24h/dobę?
WB: Z pewnością, na początku. Jednak, kiedy stworzy się odpowiedni zespół (uparcie będę się tego trzymał ), w piątek o 14.00 wszystko jest dopięte na ostatni guzik i można spokojnie zacząć weekend. Ale u większości przedsiębiorców włącza się, niestety, chciwość i chcą coraz więcej. Trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć stop. Zazwyczaj, kiedy zespół staje się zbyt przeciążony zatrudniamy kolejne osoby. Życie jest po to, żeby z niego korzystać a nie siedzieć w papierach. Nowym autem chciałbym jeździć nad jezioro a nie do kardiologa.
AP: Co daje Panu prowadzenie własnej działalności?
WB: Niezależność. Jako niezależna jednostka źle znosiłem „posiadanie” pracodawców. Lubię mieć pełną decyzyjność. Moi pracodawcy darzyli mnie zaufaniem, ale nigdy nie miałem pełnej swobody działania. Ponadto, niewiele jest firm, gdzie ludzie są ważni, dobrze zarabiają, gdzie trzyma się europejskie standardy HR. W latach ’90 moja wizja nowoczesnej firmy, w której chciałbym pracować, znacznie mijała się z wizją moich pracodawców.
AP: Czy jest jakaś książka, którą poleciłby Pan młodym przedsiębiorcom? Dlaczego?
WB: Michel Serwin „Deo gratias”. Dlaczego? Proszę przeczytać. W każdym razie „biznes” jest wszędzie, szczególnie tam, gdzie nikt jeszcze nie próbował. I nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że wiara czyni cuda - cuda czyni właśnie kreatywność i ciężka praca. Samą wiarą nie opłaci się rachunków.
AP: Jakie ma Pan plany na przyszłość związane z firmą?
WB: Mam tysiące pomysłów i każdy z nich chciałbym zrealizować. Chciałbym także, aby moje pomysły współtworzyli najlepsi. Marzy mi się własna Szkoła Sprzedaży, w której kreowałbym „wojowników przedsiębiorczości”. Jednak bez względu na to co będę robił, będę się starał, aby moja firma trzymała wysokie standardy obsługi.














